Felicitas znaczy szczęście – czekoladowe szczęście…
W położonej kilkanaście kilometrów od Cottbus miejscowości Hornow czeka nas słodkie spotkanie z przysmakiem milionów – czekoladą, w założonej na początku lat 90 fabryce czekolady Confiserie Felicitas.
Podjeżdżamy z grupą, autokar parkujemy przy dużej stodole. Grupa się wypakowuje, a ja idę załatwiać wejściówki. W międzyczasie zza budynku wyłania się kobieta w roboczych ubraniach. Prowadzi konia do zagrody i wita mnie szerokim uśmiechem. Pozwoliłem sobie zadać jej kilka pytań – gdzie jest wejście, co jeszcze można zobaczyć w okolicy. Okazuje się, że Pani chętnie zabierze nas do koni i osiołków w zagrodzie za domem. Ruszamy ochoczo.
Po krótkim spotkaniu ze zwierzętami idziemy na podbój słodkiego świata. W czekoladowym kinie obejrzymy film, aby dowiedzieć się jak powstało to miejsce oraz poznamy tajemnice produkcji wyjątkowych pralin. Właściciele i założyciele tejże fabryki są Belgami i swoje receptury przywieźli właśnie z tego kraju, co sprawia, że są wyjątkowe. Jak wiemy, belgijskie czekoladowe praliny są znane na całym świecie. W czasie filmu zostaliśmy poczęstowani kubkiem gorącej czekolady, zaznaczam – nie pomylicie tego smaku z kakao czy czekoladą, jaką znaliście wcześniej, ta z Felicitas jest wyjątkowa. Coś jednak w czasie pokazu odebrało mi mowę. Elegancko ubrana i uśmiechnięta właścicielka, którą zobaczyliśmy w wywiadzie w filmie wyglądała prawie identycznie jak Pani, która przywitała nas na wejściu w roboczych spodniach i zaprowadziła nas do zwierząt. Czy to możliwe, że właścicielka nie jest tylko elegancko ubraną bizneswoman, ale przodownikiem pracy?
Po 15 minutowym seansie zostaliśmy zaproszeni do udziału w czekoladowych warsztatach. Tutaj puszczamy wodze fantazji i zamieniamy się w artystów, aby spróbować swoich sił w przyozdobieniu czekoladowej tabliczki. Po warsztatach mieliśmy jeszcze sporo czasu na zakupy w specjalnym sklepie, gdzie na zacnych gości czekają ręcznie robione pyszności, tak piękne, że nie sposób się oprzeć. W obiekcie znajduje się kawiarnia z ofertą ciast i lodów, darmowe toalety, a na dworze czeka nas duży, zielony trawnik, zagroda z kozami, końmi, osiołkami i innymi zwierzętami, a dla najmłodszych plac zabaw. Tutaj się nie “wpada”, to miejsce się odwiedza. Jak każdy miłośnik zwierząt na koniec poszliśmy do kóz, aby zanieść im kilka przysmaków i pogłaskać spragnionych kontaktu mieszkańców czekoladowej zagrody. Pogoda dopisała, więc nie chciało nam się ruszać.
Wyjeżdżając byłem pod ogromnym wrażeniem tego miejsca, przyjaznego personelu, nowoczesnej i eleganckiej infrastruktury, ale przede wszystkim właścicieli. W mojej głowie właściciele tego miejsca siedzieli na pięknych krzesłach w eleganckim biurze. W rzeczywistości to ciepli ludzie, którzy ciężką pracą zapracowali na sukces tego miejsca. Kochają zwierzęta, nie boją się pracy przy nich, kochają gości i czekoladę. Miejsce godne polecenia wszystkim – dzieciom, rodzinom, singlom i seniorom.
Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie tylko Charlie marzył, by znaleźć się w fabryce czekolady… „Dziewięciu z dziesięciu lubi czekoladę. Dziesiąty kłamie”!



